(…) Gen. „Bór” – Komorowski stwierdza w swym codziennym meldunku do Londynu: Warszawa walczy bez pomocy z zewnątrz. Trzymamy: Żoliborz, Stare Miasto, Śródmieście z wyjątkiem arterii przelotowych wschód – zachód. Natarcia nieprzyjaciela prowadzone są po przygotowaniu artyleryjskim pociągów pancernych przy wsparciu moździerzy i granatników, dział przeciwpancernych i broni pancernej – dużymi siłami piechoty. Podpuszczamy nieprzyjaciela na odległości najbliższe do barykad, po czym otwieramy ogień. Łączność, wskutek pocięcia miasta, utrudniona. Morale i zaciętość w walce bardzo duża. Dziś nieprzyjaciel dążył do zniszczenia sił w rejonie Starego Miasta. Sytuacja była krytyczna, obiekty przechodziły z rąk do rąk. Olbrzymie nawały ognia. Pod wieczór sytuację opanowano szeregiem przeciwuderzeń. Jeżeli dzisiejszej nocy nie otrzymamy zrzutów na plac Karsińskich, jutro sytuacja będzie w tym rejonie beznadziejna. Na innych odcinkach bez zasadniczych zmian (…). Konieczne bombardowanie, oddziały spadochronowe i dalsze zrzuty (…)

W. Bartoszewski „Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego”

Facebooktwittermail